Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Ale odkrycie!

Autor: Irene Venturi
Wyd.: Esteri, 2016

Na „plecach” książki przeczytałem: „Posadzki, które trzeba wyłożyć kolorowymi płytkami, złota korona, która być może nie jest ze złota, pioruny, przecinające na pół wiekowe drzewa… – to tylko niektóre historie opowiedziane w tej książce. Zainspirowały one uczonych i wynalazców do sensacyjnych, zmieniających świat odkryć.” No i jak tu nie chcieć zajrzeć do środka? Zwłaszcza, że kusi już nawet sama forma książki. Że o okładce nie wspomnę. A na okładce Kopernik, Pitagoras i Archimedes – jeden śmieszniejszy od drugiego, w dodatku uchwyceni w momencie swoich życiowych odkryć. No dobrze, powiem wprost – ilustracje Francesci Carabelli rzuciły mnie na kolana tak samo, jak treść książki.

W takim razie przyjrzyjmy się w końcu, co znajdziemy w środku… W piętnastu rozdziałach przeniesiemy się w czasie i przestrzeni, aby (między innymi) z punktu widzenia Galileusza, Franklina, króla Hierona i Fibonacciego (a także wspomnianych wcześniej dżentelmenów) spojrzeć na istotę jednych z największych odkryć ludzkości. Fizycy, matematycy, filozofowie, naukowcy… Wszyscy oni przyczynili się do tego, jak wygląda nasz świat dzisiaj, a więc z pewnością warto poznać historie, które zrewolucjonizowały wiedzę i postęp.

Nie pamiętam dokładnie, ale chyba z 10 lat temu ogłosiłem w sieci konkurs, który polegał na tym, żeby napisać, jak wyglądałoby życie Mikołaja Kopernika, gdyby w jego czasach istniał Internet. Napłynęło mnóstwo ciekawych prac. Z różnych zakątków Polski. Ale jedna z nich była wyjątkowa w swojej oryginalności. Jakaś dziewczynka (imienia nie pamiętam) napisała, że Kopernik mógłby kontaktować się z innymi naukowcami za pośrednictwem Skype’a albo innego komunikatora. Mogliby wówczas bardzo szybko wymieniać swoje spostrzeżenia, a ich efekty publikować na specjalnym blogu. Praca miała formę quasi-pamiętnika, a więc brzmiało to mniej więcej tak: „Gadałem dziś na czacie z Galileuszem. Powiedziałem mu, że moim zdaniem Słońce wcale nie krąży wokół Ziemi, tylko jest odwrotnie. Odpisał, że może i mam rację, tylko, że zapodział gdzieś swój kabelek od zewnętrznej kamerki i nie mógł przeprowadzić obserwacji wtedy, gdy podałem mu dane początkowe. Co za flejtuch! Będziemy musieli powtórzyć tę obserwację. A tak się starałem! Prawie całą noc wklepywałem do excela pozycje Wenus i Merkurego. Aż mi dłonie zmarzły na kość. Jeśli Galuś nie znajdzie tego kabelka, to będzie kiepsko…”

„Ale odkrycie!” napisane jest równie przystępnym językiem. Zabawa przednia, rozdziały krótkie, rysunki (jeszcze raz podkreślę) fantastyczne! Zachwyca również każdy techniczny aspekt książki. Znakomity papier, pełna kolorystyka, duża i wyraźna czcionka, a na dodatek – kapitalny skład i łamanie. Grzbiet jest szyty i wzmocniony klejem – co gwarantuje, że rekomendowana pozycja przetrwa wiele indywidualnych i rodzinnych czytań. Bo nadaje się i dla Marysi ze Szczecina, i dla Krzysia z Zielonej Wsi. I dla Małgosi z Siedlec, i dla Michałka z Elbląga. Absolutnie dla wszystkich!