Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Mors, Pinky i tajemnica dyrektora Fiszera

Autor: Dariusz Rekosz
Wyd.: Esteri, 2018

„Morszol, dlaczego nie uważasz?!” – od tego zdania wszystko się zaczęło. Gdy wczesną wiosną roku 2005 wystukałem na klawiaturze powyższe pytanie, nie wiedziałem, że będzie mi ono towarzyszyło… do końca życia. Bo jak inaczej potraktować niesłabnącą popularność przygód Leszka Morszola i Alicji Pankiewicz – dwojga przeciętnych nastolatków, którzy co rusz zaplątują się w jakąś kryminalną historię i radzą sobie z nią niezgorzej od niejednego dorosłego? W dodatku, gdy dołożymy do tego fakt, iż ilustratorem książek z tej serii jest obecnie Bohdan Butenko (niezmiennie od 11 lat!), to wypowiedź taka staje się jeszcze bardziej uzasadniona.

Ale jakie były początki Morsa i Pinky? Ano takie, że w pierwszej wersji „tajemnicy dyrektora Fiszera” nie mieli swoich ksywek. Wszyscy zwracali się do nich po prostu – Leszku bądź Alu, a pierwotną formą tekstu było megaopowiadanie, rozpoczynające się wspomnianym zapytaniem i biegnące przez około 80 stron. Opowiadanie to nie miało tytułu, żadnych ilustracji, a ja nie miałem nawet odrobinki pomysłu, żeby uformować z tego książkę. Za namową kumpla (dzięki, Adam!) podzieliłem treść na rozdziały (obecnie jest ich osiem), dodałem tytuł – „Szkolny detektyw” i postarałem się o wydanie mojego utworu drukiem. Bardzo szybko okazało się, że przygody Leszka i Ali będą miały kontynuację. Stąd przy „Szkolnym detektywie” pojawiła się jedynka, a zaraz po niej „tajemnica dyrektora Fiszera”. Dwa lata później (2007) przekształciłem serię w cykl pod tytułem „Mors, Pinky i…”, a projektami okładek zajął się wspomniany wcześniej Mistrz Wszelakiej Ilustracji – Bohdan Butenko. Od początku rozumieliśmy się znakomicie. Ja wiedziałem, co napisać, on – jak powinna wyglądać okładka kolejnej części przygód młodych detektywów. „Tajemnica dyrektora Fiszera” od samego początku przypadła wszystkim do gustu. Posępna twarz złoczyńcy dzierżącego klucz (w czerwonym berecie) oraz fragment nóg głównego bohatera, które wykorzystują bramkarską siatkę… Ale, ale! Nie będziemy przecież zdradzać treści książki!

Jej najnowsze wydanie (Esteri, 2018), to prawdziwy majstersztyk. Nie dość, że zachowano zgodność z oryginałem (wizerunek okładki, twarda oprawa, format), to jeszcze wzbogacono ją o dodatkowe ilustracje i znakomitą czcionkę (Antykwę Toruńską). Koniecznym także okazał się lifting treści. Minęło bowiem ponad 10 lat, a więc i otoczenie, i technologia nieco się zmieniła. A podkreślić należy, że przygody Morsa i Pinky rozgrywają się w rzeczywistym świecie. Bohaterowie uczęszczają do przeciętnej polskiej podstawówki, piszą klasówki, odpowiadają przy tablicy, jedzą zupę pomidorową, ubierają zwykłe dżinsy, a na domiar wszystkiego – muszą się zmagać z… „tradycyjną” panią woźną. Ich szkoła jest fajna, a „wiedza zdobyta zarówno w szkole jak i poza nią, może się przydać. Aby ratować z opresji siebie i swoją koleżankę, Mors posłuży się znajomością matematyki, fizyki, znaków drogowych, a nawet Biblii!” Podkręceni? Zapraszam do lektury!