Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Spal pracownię matematyczną…

Autor: Jason Wilkes
Wyd.: Prószyński Media, 2017

„Celem nauczania matematyki nie jest wychowanie uczniów, którzy znają różne fakty z dziedziny matematyki. Jest nim wychowanie uczniów, którzy wiedzą, jak należy myśleć.”

Celowo rozpocząłem tę rekomendację od cytatu, który znajdziecie na stronie 73, bo takich perełek zawarł autor w tej książce całkiem sporo. Czego tu nie ma? Z pewnością nudnego i nachalnego dydaktyzmu, dzięki któremu pokochacie wszystkie matematyczne regułki, a ją samą (matematykę właśnie) zaczniecie uznawać największą świętością tego świata. Wręcz przeciwnie. Jason Wilkes namawia nas, żebyśmy zapomnieli to, czego dotychczas uczyliśmy się w szkole na lekcjach rachunków, ponieważ jak twierdzi (strona 13): „chodzi o to, że matematyki uczy się na opak”.

Zapewne większość za Was już za samo to spostrzeżenie pokocha go do szaleństwa, a znajdą się i tacy, którzy „Spal pracownię…” ustawią nad kominkiem i co wieczór będą głaskali jej grzbiet. Jeśli natomiast pokusicie się o zgłębienie treści książki, to dowiecie się także, że: „Nauczyciel matematyki nie powinien wymagać od uczniów zapamiętywania, tylko zapominania.” (!!!) Dlaczego? Dlatego, żeby uczniowie potrafili sami wymyślać niektóre jej prawidła. I pokazuje to na przykładach! Pierwszym z nich jest – „jak wymyślić wzór na pole powierzchni?” Na początek pole powierzchni prostokąta. Ale od czegoś musimy przecież rozpocząć. Okazuje się, że mnożenie długości przez szerokość (lub vice versa) możemy z łatwością zastąpić doświadczalno-rozumowym przekształceniem prostych zależności, związanych z ewentualnym powiększaniem wspomnianych dwóch wymiarów. Zbyt skomplikowane? W takim razie koniecznie musicie sięgnąć po tę pozycję!

Autor wiele razy każe nam „wyrzucić coś z pamięci” – ułamki, dzielenie, twierdzenie Pitagorasa – a proponuje w zamian „szaleństwo”. I tylko od Was, drodzy Czytelnicy, zależy, że wybierzecie „drogę walki” czy poddacie się już za pierwszym zakrętem. Książka ma ponad 600 stron. Czyta się ją z zapartym tchem. I co ciekawe – nie jest to powieść kryminalna. Da się? Ależ oczywiście!