Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Elementarz

Autor: Marian Falski
Wyd. Szkolne i Pedagogiczne, 1974

Zaczęła się szkoła, więc mimowolnie sięgnąłem po książkę, przywołującą wspomnienia z dzieciństwa. Powie ktoś, że wybór arcytrywialny? Że niby mało odkrywcze? Że „wszyscy to znamy”? Nic bardziej mylnego. Za chwilę sami się o tym przekonacie.

Rozpocznę od tego, że Polacy znają właściwie dwie zasadnicze wersje „Elementarza”, stworzonego przez Mariana Falskiego. Nazywają je po prostu – „ten z białą okładką” lub „ten z zieloną okładką”. Wszystko się zgadza. „Ten z zieloną” został wydany po raz pierwszy w roku 1957, jako unowocześniona wersja podręcznika z 1949. Ale nie wiem, czy wiecie, że pierwszy „Elementarz” Falskiego, jeszcze pod tytułem „Nauka czytania i pisania dla dzieci” ukazał się już… w 1910! Nie do uwierzenia? A jednak! Wersja z 1957 zawierała elementy propagandy socjalistycznej. Na szczęście obeszło się bez gloryfikowania postaci Stalina. Ilustrację do tego wydania wykonał Jerzy Karolak.

Natomiast wersja „z białą okładką” (z rysunkami Janusza Grabiańskiego) trafiła po raz pierwszy do rąk polskich pierwszoklasistów w roku 1974. A ponieważ edukację rozpocząłem trzy lata później, więc i ja miałem przyjemność obcowania z tą książką przez pierwsze dziesięć miesięcy Szkoły Podstawowej nr 17 im. Ludwika Waryńskiego w Sosnowcu (to były czasy!) Wracam do sedna, czyli do odpowiedzi na pytanie: dlaczego i dziś warto ją zarekomendować? Oczywiście, że nadal świetnie nadaje się do nauki czytania i pisania. Oczywiście, że prostota jej przekazu bije na głowę wszelkie wymyślne podręczniki, które dostają dziś nasze pociechy. Ale wprawne oko wypatrzy w „Elementarzu” coś jeszcze. Wierzcie, albo nie, ale tyle zakamuflowanej kryptoreklamy, ile przemycił ilustrator, nie znajdziecie w żadnej książce! Wystarczy zajrzeć na stronę 11, żeby przekonać się, jaką markę samochodu wykorzystano do zilustrowania słowa „auto”. Na stronie 23 (oraz 53) znajdziecie sklepik pewnej sieci handlowej (dziś o nieco innej stylistyce liter w nazwie, ale jednak). Podobną sytuację napotkacie na stronie 30 – tym razem chodzi o jeden z banków. Strona 121 – popularny polskich autobus. Są i odbiorniki radiowe, i telewizory. Jest nawet nieistniejące już warszawskie kino (str. 54).

Sporo tego? Powiedziałbym, że umiarkowanie. Ale jeżeli zaintrygowała Was moja wyliczanka, to koniecznie musicie zajrzeć do „Elementarza”. A może i Wy wyszperacie w nim coś jeszcze?