Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

My, dzieci z dworca ZOO

Autor: Christiane F.
Wyd.: Iskry, 1987

„[…] jako dwunastoletnia dziewczynka zaczęła palić haszysz, mając trzynaście lat sięgnęła po heroinę.” Straszne? Prawdziwe! Nieco starsi czytelnicy wiedzą, o czym mowa. Młodszych pewnie zaszokuje „relacja piętnastoletniej narkomanki z Berlina Zachodniego”. A rozpoczną od zapytania – „co to jest Berlin Zachodni?” No to jedziemy…

Europa Środkowa, lata siedemdziesiąte dwudziestego wieku. Nasza rzeczywistość podzielona na dwa obozy – kapitalistyczny, czyli zachodni i socjalistyczny, czyli wschodni – podobnie, jak ówczesne państwo niemieckie, a nawet Berlin. Stolica NRD miała wydzieloną strefę, nazywaną Berlinem Zachodnim, który był przyczółkiem do lepszego, niesowieckiego świata. To właśnie tam rozgrywa się akcja rekomendowanej książki. Chociaż być może słowo „akcja” jest tutaj średnio trafione, bo większość tekstu została spisana z rozmów, nagranych zwykłym magnetofonem.

Ciarki przechodzą, gdy rozpoczyna się tę lekturę od wyciągów z aktu oskarżenia oraz wyroku, skazującego autorkę wspomnień za „przestępstwa przeciwko federalnej ustawie o środkach odurzających”. A co znajdziecie w środku? Chociażby coś takiego: „W maju obchodziłam czternaste urodziny. Mama ucałowała mnie i wręczyła pięćdziesiąt marek [niemiecka waluta przed wprowadzeniem euro – przyp. DR]. Te pięćdziesiąt marek zaoszczędziła z domowych pieniędzy. Miałam sobie kupić coś, z czego będę się najbardziej cieszyć. Wieczorem pojechałam na Kürfurstenstrasse. Czterdzieści marek wydałam na dwie ćwiartki heroiny. Tyle naraz nigdy jeszcze nie miałam. Za sześć marek kupiłam papierosów. Paliłam teraz jak oszalała, jednego przypalałam od drugiego. Potrafiłam wypalić paczkę w ciągu dwóch, trzech godzin.”

Książka doczekała się w Polsce (i poza nią) wielokrotnych wznowień. Wydanie, które posiadam, wzbogacone jest czarno-białymi fotografiami oraz wypowiedziami matki Christiane, a także komentarzami innych osób (np. psychologów badających dziewczynkę). Czyta się to nie jednym tchem, ale niemal bez tchu. Dlaczego – zapytacie – zdecydowano się wydać tak wstrząsającą książkę? Moim zdaniem jako przestrogę. A może Wy wyczytacie z niej coś więcej? Gorąco polecam!