Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Friendzone

Autor: Sandra Nowaczyk
Wyd.: JK, 2017

Czy koniecznie trzeba być sfrustrowaną pisarką, tworzącą coraz grubsze filozoficzno-mało-odkrywcze przygody angielskiego czarodzieja? Czy koniecznie trzeba się silić na wyluzowanego literata w muszce, generującego w infantylny sposób kolejne, coraz słabsze książeczki dla młodego czytelnika? Czy koniecznie należy mieć skandynawskie nazwisko, żeby znaleźć uznanie w oczach polskich wydawców? Okazuje się, że nie! I całe szczęście…

Można po prostu urodzić się w Szczecinie, skończyć szesnaście lat i machnąć rewelacyjną powieść dla młodzieży, po przeczytaniu której wielu „wytrawnym” autorom (i krytykom z bożej łaski) spadną buty! No i trzeba się jeszcze nazywać Sandra Nowaczyk, bo o tej to młodej pisarce mowa. Biorąc do ręki jej debiutancką książkę, nie sądziłem, że w wieku nastoletnim można pisać z tak wielkim i przejmującym wyczuciem, inteligentnie dobierając słowa do najtrudniejszych porywów pierwszych uczuć, z jakimi przyszło się zmierzyć Griffinowi i Tatum – głównym bohaterom „Friendzone”.

Przyjaźń, emocje, wspólne przeżycia, pryzmat „innego partnera”, huśtawka psychiki w okresie dojrzewania – a wszystko to na nieco ponad czterystu stronach, które przewraca się z coraz większymi wypiekami na twarzy. Jak poradzić sobie z „próbami”, czekającymi na młodych ludzi „tuż za rogiem”? Jak nie stracić budowanych od lat relacji? Jak przeżyć zwalające się na łeb, na szyję problemy w sytuacji, gdy brak jakiegokolwiek oparcia? O tym wszystkim (i o wielu innych aspektach wchodzenia w dorosłość) dowiecie się z rekomendowanej pozycji.

Cieszę się, że „Friendzone” – zanim trafiła na rynek – została „przetestowana” najpierw przez grono książkowych blogerów. Chociaż – podobnie, jak wiele innych literackich autorytetów – uważam, że na ich (blogerów) opiniach nie można się opierać (wszak nie mają uniwersyteckiej podbudowy, a swoje oceny wyrażają w skrajnie subiektywnych stwierdzeniach), to pozytywny odbiór „beta-testerów” zadziałał jak katalizator wydania książki Sandry Nowaczyk. Co będzie dalej? Pożyjemy – zobaczymy. Na razie, jest co czytać! I czyta się to świetnie!