Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Wesoły kaszkiecik

Autor: Bohdan Butenko
Wyd.: Akapit Press, 2017

W niektórych kręgach funkcjonuje takie kolokwialne powiedzenie „dostać czapy” – co oznacza zwariować w przyjemnym tego słowa znaczeniu. Wiem, bo sam kiedyś doświadczyłem tego określenia, a stało się to w bardzo miłych okolicznościach przyrody. Człowiek mówi wtedy dziwacznie śmieszne rzeczy, przychodzą do głowy zwariowane pomysły, a przede wszystkim wybucha nieokiełznanym śmiechem. Cóż, lubię ludzi, którzy mają poczucie humoru, a najbardziej cenię tych, którzy potrafią je mieć w stosunku do samych siebie. Brak autoironii budzi frustrację i nastraja otoczenie do niezbyt miłych i pochlebnych opinii o nas samych. Warto być uśmiechniętym. Świat i tak nie będzie idealny, więc nie ma sensu zmieniać go na siłę i zżymać się z czymś, co niekoniecznie jest perfekcyjne.

Chyba do takiego samego wniosku doszedł autor rekomendowanej pozycji, gdyż już na plecach okładki zawarł swego rodzaju „motto” – „Ważne, aby było wesoło!” Zgadzam się z tym w dwustu dwóch procentach. „Wesoły kaszkiecik” opowiada o perypetiach Zyzia, który przyjechał w odwiedziny do Dziadziusia i Babusi. Jak przeczytamy na samym początku – „Babusia się ucieszyła, a Dziadziuś nie bardzo”. I tu można by się spodziewać historii, w której nastąpi działanie Zyzia, zmierzające do wewnętrznej przemiany Dziadziusia w osobę zadowoloną i tryskającą humorem. Tymczasem pan Bohdan wywiódł Zyzia w las (za potrzebą, ale uwaga! nie chodziło o potrzebę fizjologiczną, ale potrzebę przygody), w którym młody bohater znalazł dziwaczny kaszkiecik (to taka czapka z daszkiem). Spod czapki dolatywał do niego śmiech, którego Zyzio nie mógł ucieleśnić. Okazało się, że śmiały się mrówki, przykryte nakryciem głowy, co z kolei wywołało u chłopca konsternację.

Jakie były dalsze losy Zyzia i czapki? O tym już musicie się przekonać osobiście, zaglądając do tej wielce wesołej opowieści i przemierzając wraz z bohaterem nie tylko las, ale również radząc sobie ze smutnym Dziadziusiem i zwariowanym panem Antonim. Twarda oprawa i charakterystyczne rysunki mistrza Butenki, a do tego tekst, przy którym można dostać czapy – to jest coś, co spodoba się nie tylko najmłodszym czytelnikom. Gorąco polecam!