Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Wielka ucieczka dziadka

Autor: David Walliams
Wyd.: Mała Kurka, 2016

To – jak na razie – najgrubaśniejsza książka autorstwa Davida Walliamsa, która ukazała się w Polsce i którą mam przyjemność posiadać. O, tak! „Przyjemność” jest tu najodpowiedniejszym słowem. I gwarantuję, że w stu procentach trafionym. Tak jak zresztą pomysł na nową fabułę – dziadek Jacka walczy z Alzheimerem, a dwunastoletni wnuczek staje się jego (chyba) jedynym wsparciem. Razem przeżywają niesamowite przygody, „rozprawiając się” z hordami faszystowskich samolotów, „uciekając” z zamku Colditz oraz raz po raz „wzbijając się w powietrze”.

Zatrzymajmy się na chwilę przy chorobie Alzheimera. W Wikipedii znajdziecie coś takiego: „[…] najczęstsza postać otępienia, nieuleczalna i postępująca choroba neurodegeneracyjna, prowadząca do śmierci pacjenta. […] Najczęściej spotyka się ją u osób po 65. roku życia […] We wczesnych stadiach najczęstszym objawem jest trudność w przypominaniu sobie niedawnych zdarzeń. […] Z postępem choroby pojawić się mogą takie objawy, jak splątanie, drażliwość, agresja, wahania nastroju, trudności językowe, utrata pamięci długotrwałej. Chorzy wyłączają się w końcu z życia rodzinnego i społecznego.”

Ale Jack walczy, aby dziadek za wszelką cenę nie został wyłączony. Nie zgadza się na umieszczenie staruszka w domu opieki o tajemniczej nazwie „Zmierzch życia”. Ba! Zabiera go nawet ze sobą do szkoły. Tam dziadek może do woli opowiadać o heroicznej i pełnej poświęceń Bitwie o Anglię, o swoich kolegach, o myśliwskich szturmach na eskadry messerschmittów. Tam Jack może poczuć wielką dumę z „posiadania” takiego dziadka. Tam także doznaje upokarzającej porażki, gdy pani nauczycielka zapytuje o… rok, w którym wspomniana bitwa miała miejsce. I tu zderzenie dziadka z rzeczywistością prowadzi niemal do kompromitacji. Bo akcja książki rozgrywa się w 1983, ale dla dziadka czas stanął w miejscu i – jak twierdzi – jest rok 1940, a premierem – Winston Churchill.

Co było dalej? To już sami musicie odkryć. Powiem tylko tyle, że dalej jest jeszcze ciekawiej. Kryminał, akcja szpiegowska oraz tytułowa „wielka ucieczka” (nawiązanie do genialnego filmu „The Great Escape” – 1963, reż. John Sturges), to tylko przedsmak finału, który w zasadzie… nie następuje. Tym razem autor zostawia nam „furtkę”. Daje czytelnikowi możliwość dopowiedzenia sobie tego, co znajdzie na ponad 450 stronach rekomendowanej książki. Tak ciepło o poważnych społecznych problemach może pisać tylko David Walliams. I chwała mu za to. Małej Kurce też!