Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Pajęczyna. Po drugiej stronie księżyca

Autor: Michał Markowski
Wyd.: KAW, 1983

Dzisiaj zapraszam Państwa do bibliotek (albo do przejrzenia serwisów aukcyjnych). A to dlatego, że książka, którą rekomenduję na ten weekend ma dokładnie 30 lat, więc nie ma takiej opcji, żeby znaleźć ją w księgarniach. No może w antykwariatach… Pozycja jest mało znana, ale w stu procentach warta polecenia.

Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku KAW wpadła na pomysł wydania serii książek, którą to serię spięto trzema hasłami – „Fantazja – Przygoda – Rozrywka”. Michał Markowski ze swoimi dwoma nowelami – „Pajęczyna” oraz „Po drugiej stronie księżyca” świetnie wpasował się we wspomniane hasła. W szerszym zamiarze miały to być teksty z gatunku fantastyki, chyba nawet przesunięte ku science-fiction, ale wyszły z lekką nutką zadumy nad człowieczeństwem, wolnością, przemijaniem, miłością, śmiercią i szczęściem. Obie nowele są ze sobą powiązane kilkoma postaciami, jakie w nich występują, jest to jednak powiązanie dość lekkie i można je czytać zupełnie niezależnie. Ale do rzeczy.

Od razu przyznam się, że zajrzałem najpierw do drugiej noweli. Zaintrygował mnie tytuł – „Po drugiej stronie księżyca”. Bo cóż takiego może być po drugiej stronie srebrnego globu? Ano, pod sam koniec książki narrator stwierdza: „Opuszczam mieszkańców krainy po drugiej stronie księżyca. Kiedyś pewnie, gdy mgła zniknie, dowiedzą się, że oderwali się od Ziemi i są małą planetą we wszechświecie. Że z Ziemi są niewidoczni.” No właśnie. Mieszkańcy tej planety żyją w jednym, jedynym mieście. W mieście, w którym każdy ma swoją „rolę”. Jest więc Ksiądz, Mleczarz, Piekarz, Starsza Pani i Starszy Pan, Sędzia, Jego Żona, Bliźniaki i całkiem sporo „normalnych” ludzi. Jest nawet Lunatyk. Jest Szkoła.

Dzień w tym mieście w niczym nie przypomina dnia, który znamy. Chociaż wszyscy starają się, żeby zachować pewne stereotypy. Nawet Ksiądz, którego pierwszym kazaniem stało się zawołanie: „Rozmnażać się!” Co poniektórzy przychodzili więc do Księdza z pytaniem, czy można się najpierw zakochać…

Dzień jak co dzień. Z ostatniego domu wybiega Mleczarz. Krowa kopnęła go w głowę, więc jest pomylony. […] Środkowy dom […] jest biały. Mieści się w nim szkoła i piekarnia. Mleczarz lubi tu przychodzić, więc wali butelką w szybę. Tam mieszka Piekarz, a on ma inne przekonania polityczne. […] Za chwilę, według rytuału, wyleci w gaciach Piekarz i ciśnie w okno Mleczarza bułką, największą, jaką upiecze. Piekarz wraca spokojny i uśmiechnięty.

Nie sposób przytoczyć całego opisu tego, co dzieje się w tym szalonym miasteczku. Warto jednak sięgnąć po tę pozycję, chociażby po to, aby przekonać się, że… złoto wcale nie daje szczęścia, męskie zabawy nie zmieniają się od lat, a śmiech oczyszcza. Czytajmy i śmiejmy się zarazem. Gorąco polecam!