Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Kombi

Autor: Sławomir Łosowski, Wojciech Korzeniewski
Wyd.: In Rock, 2016

Pełny tytuł brzmi: „Kombi – słodkiego miłego życia – prawdziwa historia”. Bo któż nie zna nieśmiertelnego przeboju tego zespołu, tak często granego przez różne stacje radiowe od ponad trzydziestu lat? Oczywiście wielu z Was skojarzy to od razu z kapitalnym brzmieniem klawiszy oraz elektroniczną perkusją Simmons, która w połowie lat 80. ubiegłego wieku była najbardziej zjawiskowym instrumentem muzycznym, jaki pojawił się na scenie. No, ale gdzie te rewelacje?

Ano w powielanych przez media i nieprawdziwych informacjach na temat Kombi. Sławek Łosowski postanowił stawić im czoło i rozmawiając z Wojtkiem „Korzeniem” opowiedział całą historię swojego (nie tylko muzycznego) życia, demaskując imitatorów, podszywających się pod Kombi, przy sprytnym dodaniu drugiej literki „i” na końcu nazwy zespołu. Pisze o tym tak: „Robili więc swój własny produkt Kombi-podobny. […] Kiedy wystąpili w Opolu, wykonując moją piosenkę ‘Słodkiego, miłego życia’, z klawiszowcem, który całkowicie poległ w rozpaczliwej próbie naśladowania moich brzmień i mojej gry, oglądałem to trzymając się za głowę ze wstydu. Zwyczajnie było mi wstyd za takie weselne wykonanie mojej muzyki. Amputowanie z muzyki KOMBI tego, co było jej jądrem, czego byłem twórcą i wykonawcą, okazało się sprowadzeniem jej do poziomu knajpy.”

Słowa mocne, ale prawdziwe. Bo byli członkowie tej fantastycznej grupy – wokalista i basista (nie wymienię ich nazwisk, ale każdy wie, o kogo chodzi) – potraktowali nazwę KOMBI… „tylko jako wehikuł, którym wjedziemy na rynek.” (to oryginalne słowa wypowiedziane przez jednego z nich). Ale Sławek się nie poddał. Po wielu latach prywatnego, rodzinnego nieszczęścia wrócił do komponowania, grania i koncertowania. Reaktywował Kombi i w nowym składzie brzmi nadal fantastycznie! Niedawno nawet wydał płytę – „Nowy album” – na której oprócz jego klawiszy można usłyszeć także Tomka Łosowskiego na perkusji (syn), Karola Kozłowskiego na basie i Zbyszka Fila przy mikrofonie. Płyta jest rewelacyjna, a instrumentalny utwór zatytułowany „Słoneczny dzień” jest dla mnie kwintesencją umiejętności i kunsztu współautora rekomendowanej książki. Wewnątrz niej znajdziecie także mnóstwo interesujących faktów – pierwszy instrument Sławka, jak powstawało nagłośnienie, kto, komu i co sponsorował, debiutanckie występy (najpierw jako Akcenty) – a do tego unikatowe fotografie, na których uwieczniono zarówno prywatne jak i zawodowe chwile artysty. Są też perypetie związane z PRL-em i komplet okładek wszystkich płyt wydanych przez Kombi. Pamiętajcie – prawdziwy zespół o tej nazwie podpisuje się na końcu JEDNĄ literką „i’!