Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Szczuroburger

Autor: David Walliams
Wyd.: Mała Kurka, 2016

David Walliams jest autorem doskonałym. Pod przykrywką swoich niesamowitych opowieści przemyca trudne tematy, o jakich młodzi ludzie z niechęcią słuchaliby na lekcjach typu „wiedza o społeczeństwie” (jak zwał, tak zwał). Mało tego – David przemyca je w sposób nienachalny i pełnymi garściami.

Było już, więc między innymi o starości („Babcia rabuś”), o bezdomności („Pan smrodek”), a także o inności („Chłopak w sukience”). Za każdym razem spotkaliśmy jakiegoś „biednego” bohatera, z którym trzymaliśmy sztamę, i który był na tyle sympatyczny, że dopingowaliśmy mu z całych sił. Na skrzydełkach polskich wydań książek tego autora przeczytamy: „David Walliams to brytyjski pisarz o fenomenalnym poczuciu humoru. Jego powieści czytają zarówno młodsi, jak i starsi. Ci pierwsi trzęsą się ze śmiechu, ci drudzy czasem z oburzenia.” Ale powiem szczerze – chociaż patrząc na swoją metrykę zaliczam się raczej do tych drugich, to ani razu nie odczułem choćby grama oburzenia, gdy chłonąłem książki Walliamsa w dosłownym okamgnieniu. A gdy zobaczyłem go w roli arbitra piłkarskiego (film „Chłopak w sukience”), zapałałem do niego jeszcze większą sympatią.

No dobrze. O czym będzie tym razem? Drodzy rodzice, opiekunowie i nauczyciele. Widzę, słyszę i obserwuję jak – czasami bardzo nieudolnie – bierzecie udział w różnych programach promujących biodynamiczny styl życia, zdrowe jedzenie i ekologiczny powrót do natury. Jednak w wielu przypadkach są to (niestety) puste frazesy i zmarnotrawione środki (nie tylko finansowe). Weźmy na przykład szum wokół tak zwanego „śmieciowego jedzenia” – sprawa musiała się oprzeć aż o sfery rządowe, które „ustawiły” szkolne stołówki pod względem przypraw (kuriozum!) i skończyło się na ministerialnych zakazach. A wystarczyło podsunąć naszym milusińskim do przeczytania „Szczuroburgera”, żeby obrazowo „wyjaśnić”, czym są niezdrowe fast-foody. Oczywiście teza ta jest ciut przerysowana, ale wierzcie mi – tytuł tej książki nie jest przypadkowy. To książka o małej Zoe i jej sympatii do zwierząt (szczególnie do jednego, nietypowego zwierzaczka). To książka o życiu w paskudnym blokowisku – wśród biedy, a czasami wśród głodu, brudu i pijaństwa. To książka przepełniona prawdziwą miłością (chociaż czasami leje się krew).

Najważniejszą rzecz zachowałem jednak na koniec. „Szczuroburger” nie jest zakamuflowaną, edukacyjną opowiastką o negatywnych skutkach obżerania się frytkami i o wykluczeniach społecznych. Pozwólcie, że zacytuję najpiękniejszy fragment tej książki: „[…] z marzeń nigdy nie wolno rezygnować […] Marzenia nie umierają nigdy.” I tego się trzymajmy!