Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Skąd się wzięło moje nazwisko?

Autor: Henryk Martenka
Wyd.: Prószyński Media, 2016

Nie da się zaprzeczyć, że zdarza się nam spotkać na swojej życiowej drodze pewnych osobników, których można by wrzucić do worka z napisem „specjaliści i fachowcy”. I mam tu na myśli prawdziwych specjalistów (a nie takich „na papierze”) oraz prawdziwych fachowców (a nie takich, co to przez miesiąc nie potrafią zreperować cieknącego kranu).

Otóż bardzo lubię, gdy „specjaliści i fachowcy” zabierają się do pisania książek. Ale nie chodzi o mądre podręczniki, czy też akademickie wywody, przez które przebijają się tylko przyszli doktoranci lub inni branżyści. Bardzo fajnie, gdy „specjaliści i fachowcy” publikują książki popularno-naukowe, albo wręcz popularne (z nieznaczną nutką naukowości). Właśnie taką pozycję stworzył i doprowadził do jej wydania Henryk Martenka, który – jak możemy przeczytać z okładki – „[…] od ponad 12 lat w tygodniku Angora prowadzi jedyną w polskich mediach rubrykę etymologiczną pt. ‘Poczet nazwisk polskich’. Jest autorem dwóch książek na ten temat. Również o nazwiskach opowiada w audycji radiowej ‘Cztery Pory Roku’ i wiedzą z tego tematu dzieli się z czytelnikami i słuchaczami Uniwersytetów Trzeciego Wieku.”

Już samo to powoduje, że książkę pana Henryka warto wziąć do ręki i… zagłębić się w niej (niemal) bez opamiętania! Jej głównymi bohaterami są Tomek i Basia, a także kilkoro innych osób – w tym: rodzice Tomka, kolega Olo oraz dziadek Antoni. W czterdziestu siedmiu rozdziałach zawarto niezwykle sympatyczne opowieści o źródłach wielu polskich nazwisk, nawet takich, które swoją etymologię wywodzą z zagranicy. Autor odniósł się do: zawodów, umiejętności, narodów, historii, sytuacji życiowych, miast, zwierząt oraz wielu, wielu innych „powodów” tworzenia nazwisk, którymi posługujemy się do dziś.

Książkę wydano z wielce należytą starannością. Ma znakomity format, świetny papier, twardą oprawę i kapitalne ilustracje, których autorką jest Katarzyna Zalepa (okładkę zaprojektował i wykonał Dariusz Wójcik). Czcionka, kolory oraz krótkie rozdziały (to młodzi czytelnicy lubią najbardziej) sprawiają, że do rekomendowanej pozycji wraca się z prawdziwą przyjemnością – no chyba, że ktoś (tak jak ja) machnie ją od deski do deski w jedno popołudnie. Zachwyca także niezbyt wygórowana cena i osobiste polecenie profesora Jana Miodka, który rozpoczyna swój wywód tak: „Z satysfakcją i radością witam książkę…” I trudno się temu dziwić.