Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Majowie – reaktywacja

Autor: Arkady Radosław Fiedler
Wyd.: Bernardinum, 2011

Pierwsza rzecz, jaka uderzyła mnie, gdy wziąłem tę książkę do ręki, to… absolutny brak fotografii! O, cholera! – zakląłem pod nosem. Co jest grane? Opowieść o egzotycznym ludzie, zamieszkującym drugi kraniec świata i ani jednego zdjęcia? To niemożliwe! Pewnie wydawca zawalił i wypuścił na rynek wybrakowany produkt. I wówczas mój wzrok padł na „plecy” książki, z których wyczytałem: „Czemu brak zdjęć? Bo za zrobienie zdjęcia Majom można zostać ukamienowanym. A jednym z kamieni będzie twój własny aparat.”

No i wszystko jasne! Dzięki tym trzem zdaniom „zajawki” ze sprinterską prędkością doszedłem do wniosku – jak ja mało o Majach wiem! Ba! I to nie tylko o starożytnych (chociaż w jednej ze swoich książek o piłce nożnej wspominam, że Majowie z Aztekami grali kiedyś w coś, co przypominało futbol), ale także o współczesnych. Chwała Bogu, z tej samej okładki dowiedziałem się, że: „Jest to książka o współczesnych Majach z Meksyku”. Czy zatem brak zdjęć w tej publikacji jest jej mankamentem? Wtopiłem się w treść i szybko orzekłem, że absolutnie nie! Bowiem, gdy zagłębiamy się wraz z autorem w wywołujące gęsią skórkę opisy życia współczesnych Majów, z którymi pan Fiedler zamieszkał w niewielkiej wiosce, to od razu czujemy unikatowy klimat, towarzyszący nam do ostatniej strony.

Czego dowiedział się, nie mogąc fotografować? „…że mężczyzna pod żadnym pozorem nie powinien przygotowywać posiłków, bo to uwłacza jego godności; od tego są przecież kobiety” (aha!), „…że tortilla to nie jest taki sobie zwykły placek; jego rodzaj i nazwa zależą od tego, gdzie siedzi jedzący” (tortilla krzesełkowa?), „…że człowiek po pięćdziesiątce jest powszechnie szanowanym starcem i wszystko mu wolno, nawet lżyć po pijaku sąsiadów z wioski” (już wiem, co będę robił za kilka lat) oraz „…że trzeba dobrze pilnować figur świętych Marty i Magdaleny, żeby nie zaszły w ciążę” (sic!)

Jestem przekonany, że po tak świetnie przygotowanej przygrywce spodziewacie się zupełnie niezłego dalszego ciągu. I nie zawiedziecie się! „Majowie – reaktywacja” to nie tylko „dobry kawałek”, ale wręcz „opera” opowieści o życiu w stanie Chiapas. Podzielona na kilkanaście niezbyt długich rozdziałów, jest rewelacyjną wycieczką, opisaną ze swadą odkrywcy i znakomitym humorem, który nie opuszczał autora nawet na chwilę. A fotki? Zastąpiono je kolorowymi wklejkami, na których przeczytacie: „Zdjęcie nr 9 – które mogłoby tu być, gdyby nie zakaz fotografowania”.