Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

A jednak się porusza

Autor: Joanna Olkiewicz
Wyd.: LSW, 1987

Niewielką część życia Galileusza (Galileo Galilei), najsłynniejszego włoskiego astronoma, fizyka, matematyka i filozofa, starał się przedstawić Dan Brown w swojej książce „Anioły i Demony”. Mogliśmy też prześledzić niektóre jego aspekty w filmie, jaki nakręcono na podstawie wspomnianej pozycji.

Niestety (a może stety) w jednym i drugim dziele więcej było mitów i fikcji, niż rzetelnych faktów, które nijak mają się do sensacyjnego wątku „Aniołów…”.

Tymczasem gdybyście – drodzy czytelnicy – mieli ochotę na poznanie prawdziwego życia tego nietuzinkowego człowieka, to proponuję Wam sięgnąć po książkę Joanny Olkiewicz zatytułowaną „A jednak się porusza”. Znajdziecie ją z pewnością w bibliotece, w antykwariacie lub w pierwszym lepszym internetowym serwisie aukcyjnym, gdzie kosztuje zaledwie kilka złotych. Uwaga! Warta jest każdych pieniędzy.

Autorka stworzyła kapitalną biografię, która opowiada nie tylko o losach Galileusza, ale także o losach jego rodziny. Poznajemy więc rodziców (i dziadków) słynnego uczonego, wchodzimy do jego rodzinnego domu, uświadamiamy sobie, jak wielkim wsparciem były dla niego córki. Krok po kroku odkrywamy razem z Galileuszem tajemnice kosmosu – satelity Jowisza, plamy na Słońcu, powierzchnię Księżyca oraz fazy Wenus. Konstruujemy z nim teleskop i mikroskop – obserwujemy różne światy i dokładnie wszystko zapisujemy. Czujemy się współautorami wiekopomnego dzieła zatytułowanego: „Dialog o dwu najważniejszych układach świata, ptolemeuszowym i kopernikowym”. W końcu stajemy się „przestępcami naukowymi”. Oskarżeni przez Świętą Inkwizycję, dajemy się poniżyć i na klęczkach, w białej koszuli (zwyczajowym stroju heretyków) wyznajemy w dominikańskim klasztorze Santa Maria Sopra Minerva, że nauka Kopernika jest herezją. Karą jest dożywotnie więzienie.

Do dziś nie wiadomo, czy słynne „A jednak się porusza” (według niektórych tłumaczeń „a jednak się kręci” – oryg. „eppur si muove”) zostało wypowiedziane przez Galileusza poprzez zaciśnięte zęby w czasie procesu tak, żeby sędziowie tego nie słyszeli, czy też dopiero na łożu śmierci. A może było to jedynie wymysł osiemnastowiecznego dziennikarza, który jako pierwszy przypisał te słowa uczonemu? Faktem jest, że jego dzieło zostało wciągnięte na indeks ksiąg zakazanych i przebywało tam ponad 350 lat. Co ciekawe Galileusz doczekał się rehabilitacji ze strony kościoła katolickiego dopiero za sprawą Jana Pawła II, który powołał specjalną komisję na początku lat 90. ubiegłego wieku.

Dzisiaj słowa Galileusza są symbolem niezłomności w dążeniu do prawdy, w empirycznym jej opisywaniu, a także symbolem przełamywania barier (nie tylko naukowych). Książkę – mimo, że jest to biografia – pochłania się jak wciągającą powieść przygodowo-kryminalną. Tak bardzo chcemy poznać dalsze losy bohatera i tak szalenie się z nim utożsamiamy, że czujemy niedosyt po przeczytaniu ostatniej strony. Takich odczuć i Państwu życzę!