Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Jedwabnik

Autor: Robert Galbraith
Wyd. Dolnośląskie, 2014

Rozpocznę od tego, że „Robert Galbraith” jest męskim pseudonimem znanej z opowieści o pewnym młodym czarodzieju, angielskiej pisarki – J.K. Rowling. Zastanawiałem się przez chwilę, dlaczego pani Rowling postanowiła pisać książki dla dorosłych – bo taką niewątpliwie jest „Jedwabnik” oraz wcześniejsze „Wołanie kukułki” – nie pod swoim nazwiskiem?

Odpowiedź zapewne znalazłbym w internecie, ale znając co nieco brytyjską mentalność starałem to sobie wyjaśnić na dwa sposoby. Albo przemawiał za tym zakamuflowany u Rowling snobizm, albo obawa, że kryminały pisane z myślą o dojrzałych czytelnikach okażą się (nie tylko dla krytyków) popłuczynami po literaturze młodzieżowej, która wspięła się na wyżyny dzięki rozpędzonej do granic możliwości machinie marketingowej oraz ekranizacjom jej książek. I możecie mi nie wierzyć, ale w obu tych tłumaczeniach nie było z mojej strony ani krzty zazdrości, czy też złośliwości. Wręcz przeciwnie – pomyślałem przez chwilę: „to pewnie taki papierek lakmusowy, lekko zabarwiony strachem przed czymś nowym”. Z podobnymi odczuciami, trochę jak pokerzysta, brałem do ręki „Jedwabnika”, mówiąc: „no to sprawdzam!”

I co? Powiem krótko – uwielbiam takie rozczarowania. Kryminał, w którym prywatny detektyw – Cormoran Strike – prowadzi śledztwo związane najpierw z zaginięciem, a potem z morderstwem ekscentrycznego pisarza – Owena Quine’a – czyta się jednym tchem. Książka jest wciągająca i pochłaniająca zarazem. Rowling zbudowała porywającą akcję na tle londyńskich realiów, w świecie agentów, wydawców i dziwacznych person, charakteryzujących się wynaturzonym spojrzeniem na życie. W dodatku zamordowany pisarz ginie w okolicznościach, jakie opisał w swojej (uwaga!) nie wydanej jeszcze książce! Kto zabił? Oczywiście tego nie zdradzę i muszę przyznać, że od „Jedwabnika” trudno się było oderwać.

Spodobał mi się układ Cormoran-Robin (czyli detektyw i jego sekretarka – czyżby nazwy ptaków były tu przypadkowe?). Przypominał Holmesa i Watsona, ale o dużo ciekawszym zabarwieniu. Spodobał mi się klimat angielskiej ulicy (którą znam z autopsji). Spodobały mi się dialogi i przejrzystość głównego wątku. Spodobało mi się także to, że tę książkę… dostałem w prezencie z okazji Dnia Ojca od moich córek – Pauliny i Oli. Chyba nie spodziewały się, że sprawią mi tak dużą przyjemność z czegoś, czym od podłogi aż po sufit wypełnione są nasze regały (w domu i w piwnicy). A pani Rowling nie musi się wstydzić publikować kolejnych kryminałów pod zmyślonym nazwiskiem. Pierś do przodu, kochana!