Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Przygody Euzebiusza

Autor: Beata Krupska
Wyd.: Prószyński Media, 2015

Beata Krupska należy do tych pisarek, których raz przeczytane teksty zostają z nami na wieczność. Przynajmniej w moim przypadku. Tak było z książką „Sceny z życia smoków”, tak jest również z „Przygodami Euzebiusza”. Nie da się przejść obok nich obojętnie.

Nie da się nie zauważyć, że każde kolejne zdanie pochłania naszą uwagę i sprawia nam ogromną przyjemność. Żyjemy z bohaterami, zaprzyjaźniamy się z nimi, razem z nimi rozwiązujemy życiowe zagadki.

Ale, ale! Kim (a może czym?) właściwie jest tytułowy Euzebiusz? Posłuchajcie: „Euzebiusz przyszedł na świat zupełnie zwyczajnie, pod dużym liściem łopianu. Istniały jednak drobne różnice pomiędzy jego narodzinami a narodzinami wszystkich innych stworzeń. Otóż Euzebiusz nie miał rodziców. A nie miał ich dlatego, że był pierwszym Euzebiuszem na świecie i jak dotąd – ostatnim.” Tak rozpoczyna się opowieść o pewnym stworzonku, które pod liść łopianu nie przyniósł bocian, lecz… sroka.

Stworzonko – po wyjściu ze swojej kryjówki (a fakt ten uważa się za dzień urodzin Euzebiusza) – spotkało na swojej drodze wiele różnych postaci. Między innymi: Koguta, Kury, Kaczki, Lisa, Pszczoły oraz Niedźwiedzia. Za każdym razem spotkanie było dla niego inspiracją do poznania świata. Uczył się więc: pływać, zbierać miód, ujeżdżać Zająca, a nawet… śpiewać i tańczyć walca! I jeszcze jedno – wszyscy, którzy szukacie recepty na urodę – Euzebiusz poznaje tajemnicę pigułki na pięknotę oraz cud!

Wielce pouczającą była wizyta u Kretów oraz rozmowa ze Ślimakiem. Natomiast, co do Gąsienicy… Posłuchajcie znowu: „Euzebiusz leżał w trawie na brzuchu i patrzył w oczy Gąsienicy. Gąsienica mrugała długimi rzęsami i patrzyła w oczy Euzebiuszowi. Gdy już napatrzyli się na siebie do syta, obrócili się na plecy i zaczęli spoglądać w niebo.” Co było dalej? O tym KONIECZNIE musicie się dowiedzieć sami, zaglądając między okładki „Przygód Euzebiusza”.

A propos okładek – są twarde, dużego formatu i ozdobione genialnymi ilustracjami Zbigniewa Larwy. Zresztą i wnętrze książki pełne jest jego znakomitych rysunków. Od Niedźwiedzia do Gąsienicy i od Koguta do rodzinki Kretów – absolutnie wszystkie zasługują na słowa uznania. Również pozostałe, techniczne aspekty tej publikacji stanowią najwyższy kunszt edytorski. Świetny, kredowy papier, czytelna czcionka, łamanie tekstu, w który niejednokrotnie wlewa się ilustracja sprawia, że książkę przytula się od pierwszego wejrzenia. Nie wierzycie? Sprawdźcie!