Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Damy PRL-u

Autor: Emilia Padoł
Wyd.: Prószynski Media, 2015

Podobno istnieje pięć głównych atrybutów kobiecości, na które zwracamy uwagę – biust, oczy, nogi, usta i pupa. Nie wiem, czy w takiej kolejności, ale Emilia Padoł podzieliła swoją książkę na tak właśnie zatytułowane rozdziały, dodając na początku wstęp „Anatomia piękna”.

We wspomnianych rozdziałach umieściła dwanaście fenomenalnych aktorek, które zachwycały widzów swoimi atrybutami w czasach PRL-u. Chociaż ja śmiem twierdzić, że robią to nadal. Jeżeli więc chcecie spotkać się oddech w oddech z: Kaliną Jędrusik, Beatą Tyszkiewicz, Barbarą Brylską, Niną Andrycz, Polą Raksą, Anną Dymną, Elżbietą Czyżewską, Małgorzatą Braunek, Teresą Tuszyńską, Barbarą Kwiatkowską-Lass, Ewą Krzyżewską i Grażyną Szapołowską, to koniecznie musicie sięgnąć po tę książkę!

A jest o czym czytać i… co oglądać! Autobiograficzne zwierzenia wymienionych dam zostały opatrzone czarno-białymi fotkami, które (już na okładce) układają się w kolaż piękna. Jak pisze wydawca: „Aby stać się symbolem kobiecości, wystarczy chwila. Jedna scena, kilka minut utrwalonych na filmowej taśmie”. Trudno się z tym nie zgodzić. Zwłaszcza, że dwie z powyższej dwunastki grywały wyłącznie w filmach – nigdy nie pracowały na tzw. etacie w teatrze (co w czasach PRL-u było normą). Mowa tu o Beacie Tyszkiewicz i Barbarze Brylskiej.

W jaki sposób trafiały do filmów? Jak godziły zawodowe życie, pełne rozjazdów, dalekich miejsc, w których przyszło kręcić zdjęcia z życiem rodzinnym, z tęsknotą za bliskimi i dlaczego rozstawały się ze swoimi ukochanymi? O tym wszystkim dowiecie się z rekomendowanej pozycji. Ba! przypomnicie sobie, w jak trudnych czasach przyszło mierzyć się z kreowaniem kobiecości. Wszak barchanowy PRL nie dawał niemal żadnych szans na zdobycie modnych ciuchów, pięknie pachnących perfum, czy nawet… damskiej torebki.

Książkę wykonano z wyjątkową starannością edytorską. Miękka oprawa z dużymi skrzydełkami, świetna typografia i wspomniane już zdjęcia sprawiają, że „Damy” czyta się z prawdziwą przyjemnością. Charakter tej pozycji pozwala wręcz na smakowite dozowanie kolejnych rozdziałów. Nie trzeba się spieszyć. Nie trzeba czytać jej od deski do deski – za jednym zamachem. Można całą dwunastkę odkrywać po trochu, delektować się każdym zwierzeniem, każdym przeżyciem, smaczkami prywatności. A potem zgodzić się (za Grzegorzem Markowskim), że „za jej Poli Raksy twarz – każdy by się zabić dał”…