Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Rodzina Bzików

Autor: Robert Buczek
Wyd.: Skrzat, 2007

Czasami tylko mnie drażni, a czasami doprowadza do szewskiej pasji, gdy za wszelką cenę próbuje się wypromować na polskim rynku „genialne” książki dla dzieci i młodzieży, które pochodzą np. ze Skandynawii lub z innych krajów.

Na fali dziwnych mód twierdzi się, że przygody (w dodatku wyssane z palca) młodych bohaterów, których imion nie sposób przeczytać (nie mówiąc już o ich zapamiętaniu i odmianie przez przypadki), mają stać się bestsellerem – czy tego chcemy, czy nie.

Tymczasem po macoszemu traktuje się wielu zdolnych, polskich autorów, tworzących kapitalne opowieści, rozgrywające się na polskim podwórku. Jednym z nich jest Robert Buczek, który pisze wyjątkowo ciekawie, a przy okazji zna się na… jazzie i żeglarstwie. Jego debiutancka „Rodzina Bzików” – jak pisze wydawca na okładce książki – „to mądra, wspaniale ilustrowana i przezabawna opowieść, która rozbawi nawet największego ponuraka”.

Tytułowa rodzinka składa się z pięciu osób – Zenobiusza (taty), Pelagii (mamy) oraz dzieci: Gucia, Mai oraz… Małego Pykacza (zwanego też Junior Junior). W każdym z dziesięciu rozdziałów przeżywają zbzikowane przygody, a w zajawce możemy przeczytać: „Pan Bzik wypieka wybuchowe ciasteczka, pieszczotliwie nazywane wucetami, które Pani Bzikowa połyka w całości. Zdolny Gucio konstruuje bombowe wynalazki, Maja spędza wolny czas w oknie, czytając w myślach przechodniów, a Mały Pykacz nie lubi kiełbasy pieprzowej i gryzie, gdy zapała do kogoś uczuciem. Gdy są razem, to nawet żeglarstwo nie jest im straszne (hmmm… no może troszeczkę). Radę dadzą sobie ze wszystkim, choćby to był nalot kosmicznych obżartuchów”.

Najbardziej intryguje rozdział, zatytułowany: „Pan Bzik, Godzilla i Marsjanie” – czyżby Bzikowie odkryli coś, co Japończycy znają jedynie ze swoich komiksów i miernych filmów S-F? Koniecznie musicie się o tym przekonać.

Książkę wykonano z należytą starannością. Ma twardą, kolorową oprawę. Ma szyty grzbiet. I co równie ważne – ma niewygórowaną cenę! Czcionka wewnątrz jest duża i wyraźna, ilustracje (autorstwa Moniki Sommer) są bardziej niż humorystyczne, a język, jakim została napisana, przypadnie do gustu zarówno małym, jak i większym amatorom bzikomanii. Wszystko to sprawia, że pozycję Roberta Buczka czyta się z prawdziwą przyjemnością. Dodam tylko, że na stronie 179 czeka na Was wyjątkowa niespodzianka! Jaka? Sprawdźcie!