Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Czekając na Duida

Autor: Stefan Czerniecki
Wyd.: Bernardinum, 2014

Podtytuł tej książki brzmi: „śladem szeptu amazońskiego potoku”. Ale możecie mi wierzyć – „szept potoku” w tym przypadku znaczy tyle, co „uczciwy złodziej”. O czym więc jest ta pozycja? Jak możemy przeczytać na okładce: „… to opowieść o terenach zakazanych. O dziewiczej Amazonii.

To opowieść o Indianach, o reżimie wojskowym Hugo Cháveza, a także o niezwykłym spotkaniu w samym sercu niedostępnej dżungli. Wejście w jej najbardziej intymne i schowane przed światem białego człowieka tajemnice i sekrety. To uchylenie wieka od skrzyni pełnej skarbów: tak Indian, jak i lasu.”

Przyznacie, że już sam ten powyższy opis wzbudza naszą ciekawość. O jakie tajemnice chodzi? O jakie sekrety? Co (i kogo) można spotkać w amazońskim lesie? „Czernieckiemu udało się wpłynąć na zamknięte, trudno dostępne tereny, na które od czasu objęcia władzy przez Cháveza obowiązywał restrykcyjny zakaz wstępu. Ta ziemia miała być tylko dla wojska. No i dla Indian. I to oni pomogli Czernieckiemu najwięcej. Oni nauczyli go, jak czekać na Duida.”

Książka wstrząsająca. Poruszająca. Ale również wielce odkrywcza i pouczająca. Otwierająca nam oczy i uświadamiająca, że tak naprawdę, to niewiele wiemy o niektórych zakątkach świata. Autor na długo przed wyjazdem do Wenezueli zbierał wszelkie możliwe informacje. Rozmawiał z ludźmi. W tym również z Wojciechem Cejrowskim, który kiedyś odwiedził ten mało gościnny kraj. Na pytanie, czy ma szansę otrzymać pozwolenie na wjazd do „zielonego piekła”, udzielił jednoznacznej odpowiedzi – „będzie panu cholernie ciężko”.

Książka jest znakomita! Znakomicie napisana, znakomicie wyprodukowana, znakomicie oprawiona… Po prostu genialna pod każdym względem. Bardzo dobry papier, świetne fotografie, fenomenalna praca redakcyjna. Nie ma elementu, który pachniałby tutaj fuszerką. Każdy element tekstu, każdy ozdobnik, każdy podpis pod zdjęciem, każdy przypis został zrobiony z najwyższą dbałością i poszanowaniem czytelnika. A na koniec – króciutki fragment z samego początku opowieści: „Przybój rzeki. Plusk. Jakiś chrzęst. […] Potworna duchota. Upał. Wilgoć. Stróżka potu wędruje po skroni, by po chwili znów spłynąć mi do oka. […] Jakikolwiek ruch ręką będzie oznaczał dla mnie koniec. Stoimy wraz z Kubą do naga rozebrani przed czterema żołnierzami […] któryś już raz przeładowują broń wycelowaną w nasze genitalia. – I po coście się tu pchali?”