Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Dziesięć bram świata

Autor: Tadeusz Biedzki
Wyd.: Bernardinum, 2014

Gdybym tę książkę chciał określić jednym słowem, to wybrałbym słowo GENIALNA! Pod każdym względem.

Ale rozpocznę od tekstu autorstwa Michała Ogórka, który został zamieszczony na jej okładce: „Są podróżnicy, którzy zaliczają świat. W miarę jak się ich czyta, staje się on dla czytelnika mniej interesujący, odfajkowany. Mamy wrażenie, że już tam byliśmy i nie ma po co jechać. Na szczęście Biedzki nie jest zawodowym podróżnikiem. Po lekturze jego książki jesteśmy bardziej zaciekawieni światem niż przed nią. Dopiero chce się tam jechać”.

Powiem szczerze, że nieco sceptycznie podszedłem do tej „zajawki”. Pomyślałem sobie: „bardzo ogólne, mało precyzyjne”. Ale z drugiej strony znam Michała Ogórka osobiście i wiedziałem, że jego wypowiedź nie może być ani płytka, ani pobieżna. Więc i ta książka pewnie taka nie będzie. No i nie zawiodłem się. Ba!

„Dziesięć bram świata” to nie kryminał, nie thriller, nie horror i nie przygodówka (chociaż zawiera wiele elementów z każdego wymienionego gatunku), a czytałem ją z zapartym tchem, szeroko otwartymi oczami, wypiekami na policzkach i szalonym łomotem serca. Autor zabiera nas w dziesięć podróży po Trzecim Świecie, opisując swoje własne doświadczenia z kontaktów ze zwykłymi ludźmi. Kontakty te odbywają się na tle największych światowych dramatów, ale ich sugestywne przedstawienie sprawia, jakbyśmy w nich uczestniczyli.

Mamy więc wojnę palestyńsko-żydowską, mamy próbę powstania państwa Tuaregów, mamy problemy Kurdów, mamy w końcu walkę o amazońską dżunglę. To wszystko wdziane oczami szarych mieszkańców naszego globu, z fenomenalnym opisem środowiska, otoczenia, rysu historycznego oraz przeżyć – z reguły dramatycznych i nierzadko okraszonych śmiercią najbliższych.

Na genialność książki Biedzkiego wpływają także inne aspekty, na przykład papier, którego koniecznie musicie dotknąć. Poza tym, jest bogato ilustrowana – kilkadziesiąt zdjęć nie przypomina pachnących blichtrem wspomnień celebryckich podróżników, na których widać przede wszystkich ich samych, a nie opisywane miejsca. U pana Tadeusza jest zupełnie inaczej. Stronice żyją. Poruszają czytelnika. Sprawiają, że niezrozumiały dotąd bełkot mediów staje się „problemem naszych sąsiadów”. W wielu miejscach przebija refleksja, że zachodni sposób postrzegania ludzkości, opartej na euro-amerykańskich zasadach demokracji, ma się nijak do rzeczywistości wielu obszarów Afryki, Azji czy Ameryki Południowej.