Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Klechdy domowe

Zebrała: Hanna Kostyrko
Wyd.: Nasza Księgarnia, 1965

Jak podaje katalog Biblioteki Narodowej, pierwsze wydanie tej książki ukazało się w roku 1960. Na mojej półce stoi wydanie trzecie (1965), którego nakład wyniósł 30 tysięcy egzemplarzy (!), co w tamtych czasach nie było wcale niczym wyjątkowym.

Wielokrotnie wznawiana pozycja do dziś cieszy się ogromną popularnością, chociaż założę się, że w wielu domach została już zapomniana, a z bibliotek wypożyczana jest nie tak często, jak inne tytuły.

Dlaczego zatem warto po nią sięgnąć?

„Klechdy domowe”, których podtytuł brzmi: „Podania i legendy polskie”, bez trudu mogą się kojarzyć ze średniowiecznymi manuskryptami lub renesansowymi starodrukami, za sprawą co najmniej kilku charakterystycznych elementów. Po pierwsze – ozdobne inicjały, otwierające każdy z rozdziałów, wyglądają jakby żywcem wyjęte z dawnych ksiąg. Zresztą dalsza część tekstu w każdym rozdziale też ma w sobie coś osobliwego. A to za sprawą nieszablonowej czcionki, zbliżonej do Palatino Linotype, a więc inspirowanej wzorem z roku 1495.

Element drugi, to unikatowe i całostronicowe drzeworyty, stanowiące odrębne paginy, wykonane przez samego Zbigniewa Rychlickiego (dociekliwi wyszukają go w internecie). No i w końcu marginesy oraz… papier. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy niedobory konsumpcyjne były na porządku dziennym, jakość papieru pozostawiała wiele do życzenia. W przypadku „Klechd” należy powiedzieć – i całe szczęście! Lekko szorstki (jak podaje stopka redakcyjna – klasa III), nie do końca biały (wręcz wpadający w pożółknięcie) i pachnący starodawną biblioteczką sprawia, że książkę trzyma się w rękach… z szacunkiem.

Natomiast, jeżeli chodzi o jej treść, to znajdziecie wewnątrz prawdziwe perełki. Zarówno za sprawą samych tekstów (m.in. „Podanie o Lechu”, „Podanie o Popielu”, „Wiano świętej Kingi”, „Toruńskie pierniki”, „Lwy z gdańskiego ratusza”, „Złota kaczka”, „Bazyliszek” i inne), jak również w postaci autorów (np.: Artur Oppman, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Maria Krüger, Ewa Szelburg-Zarembina, Władysław Orkan, Jan Kasprowicz).

Gwarantuję, że te ponad 300 stron świetnie wypełni Wam coraz dłuższe, jesienne i zimowe wieczory. Znakomicie nada się do rodzinnego, wspólnego czytania. A dla niektórych będzie może także wycieczką do lat młodzieńczych…