Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Opowiadania podwodne

Autor: Krzysztof Skiba
Wyd.: Zysk i S-ka, 2009

Gdyby chcieć opisać Krzyśka Skibę jednym słowem, to wybrałbym „showman”. Trudno znaleźć lepsze i bardziej akuratne określenie, bo gdzież nie był i czegóż ten człowiek nie robił…

Weźmy chociażby do ręki rekomendowaną książkę. Na „plecach” okładki przeczytacie: „[…] felietonista, happener, świr z telewizji. W wolnych chwilach udaje gwiazdę rocka. Trochę artysta, trochę manipulator. […] Występował na prestiżowych festiwalach i w wiejskich remizach. Przez ponad dwadzieścia lat pisał piosenki dla zespołu Big Cyc i robił za ‘atrakcję wieczoru’ na scenie. Autor wielu przebojów, które potrafi zanucić tylko jego matka. […] Ku przerażeniu własnej rodziny był bohaterem listów gończych i licznych wniosków do kolegium.”

Wystarczy? Oczywiście, że nie!

Znam Krzyśka od kilku lat. Wiem, do czego jest zdolny. Ale z ręką na sercu muszę przyznać, że zna granice dobrego smaku. Nawet, gdy na scenie obnaża to i owo… Książkę „Opowiadania podwodne” polecają (na okładce) Marcin Wolski, Tomasz Olbratowski oraz Maria Czubaszek, która wyraziła się tak: „Dla mnie bomba. Szkoda tylko, że ja tego nie napisałam.”

Co zatem znajdziemy między okładkami? 66 krótkich tekstów, w których czasami już sam tytuł powala na kolana. A więc: „Ostatni powrót Rambo”, „Witajcie w cofniętych czasach”, „Rycerze i pancerze”, a nawet… „Wkurwiający teleturniej”. Nie da się tego przeczytać w jeden wieczór. Dawka humoru i ilość śmiechu, jaką generują „Opowiadania…”, przyprawia o pozytywny ból przepony brzusznej, ale zaręczam, że tuż po jego ustaniu będziecie szukać tej książki jak nałogowiec kolejnego dopalacza. Są wśród opowiadań teksty publikowane wcześniej między innymi w czasopismach Wprost, Luz, B-1 oraz Cooltura. Ale są także zupełnie nowe – nieznane i czekające na Was.

I jeszcze cytat Marcina Wolskiego: „Szampańska dawka kontrolowanej paranoi. Skiba upewnia nas, że żyjemy w najśmieszniejszym z możliwych światów. W dodatku w kształcie big cyca.” Pozostaje więc tylko życzyć miłej (i wesołej!) lektury.