Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Podróż smokiem Diplodokiem

Autor: Tadeusz Baranowski
Wyd.: MAW, 1988

Zarekomendować komiks, w dodatku taki, który został wydany prawie 30 lat temu, nie jest zadaniem wyjątkowo łatwym.

Nie dość, że obecnie na półkach księgarskich znajdujemy zupełnie inne publikacje komiksowe, niż proponowana „Podróż smokiem…”, to jeszcze wydawcy zdają się zupełnie nie zauważać, że polscy klasycy tego nurtu (m.in. Baranowski, Lutczyn, Butenko, Chmielewski, Christa, Pawel, Wróblewski, Polch, Rosiński) podbili serca czytelników swoimi pomysłami i zostali w nich już na zawsze. Dlatego też denerwuje mnie ignorancja młodych redaktorów, którzy okazują się zupełnymi ignorantami, bo brak im znajomości tematu i kultury komiksowej, z jaką bez trudu możemy się spotkać w Japonii, we Francji czy w krajach Beneluksu.

Zapewne niektórzy z Was powiedzą: „po co wracać do tych staroci i odgrzebywać zakurzone zeszyty?” Odpowiedź jest prosta. Bo Baranowski (jak i inni wymienieni twórcy) wykreowali znakomite dzieła, którym nie dorówna dziś żadna zagraniczna produkcja. Ich komiksy były (są!) pełne: ekspresji, fantastycznych tekstów, kapitalnego humoru, a przede wszystkim – genialnych rysunków z dymkami. W tenże opis wpisuje się również „Podróż smokiem diplodokiem”.

Ten ponad sześćdziesięciokartkowy „zeszyt” formatu A4, wydany dwukrotnie (1986 i 1988) przez nieistniejącą już dziś Młodzieżową Agencję Wydawniczą oraz wznowiony w roku 2005 przez Manzoku, jest jednym z wielu dzieł pana Tadeusza, które mógłbym polecić każdemu, bez względu na wiek. Z innych tytułów zarekomendowałbym z pewnością: „Skąd się bierze woda sodowa…”, „Na co dybie w wielorybie…” oraz „Antresolka profesorka Nerwosolka”.

Napisana i zilustrowana z przytupem opowieść o ekscentrycznym Lordzie Hokus Pokus, który kilka godzin po otrzymaniu głównej nagrody w Finale Konkursu Czarodziejów spotyka ostatniego smoka, ocalałego z zagłady dinozaurów, bije na głowę wszystkie disneyowskie komiksy. Lord, podróżując ze smokiem (a właściwie na nim) w czasie i przestrzeni, odwiedza prehistoryczne zakamarki „znanego” nam świata, wymyślone Państwo Figlów-Miglów oraz… wnętrze mega-olbrzymiego węża. Bohaterom kilkukrotnie zdarza się wylądować na dachu domu profesorka Nerwosolka, co wywołuje niesmaczny komentarz jego gospodyni – Entomologii („Skaranie boskie z wami.”), a u czytelników niepohamowany śmiech. Przekonajcie się sami!