Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Księga wynalazków

Autor: Sławomir Łotysz
Wyd. Dragon, 2018

W posiadanie tej książki wszedłem w niezwykle miłych okolicznościach. Oczywiście, że nie zdradzę, w jakich. Powiem tylko tyle, że bardzo chętnie przyjeżdżałbym tam po książkę, nawet codziennie. Zwłaszcza po tak ciekawą pozycję, jaką jest „Księga wynalazków”. Od pierwszego wejrzenia zachwyciła mnie zarówno tym, co znalazłem wewnątrz, jak i okładką, ceną, wykonaniem i… zapachem.

Sławomir Łotysz – autor rekomendowanej pozycji – zabiera nas w niesamowitą podróż po przełomowych dla ludzkości wynalazkach – od roku 1660 (mikroskop), aż do 1991 (telefon komórkowy). A ponieważ książka ma charakter na poły albumowy, pełno w niej znakomitych ilustracji – portretów, fotografii, rycin i schematów technicznych. Obok tak powszechnych dziś w użyciu: komputera, odkurzacza, samolotu, blendera czy telewizora, znajdziecie wewnątrz rozdziały dotyczące m.in.: kamizelki kuloodpornej, karabinu maszynowego, torpedy, windy oraz piorunochronu i rolby (czyli maszyny do pielęgnacji lodowisk). Te niemal 200 stron historii ludzkiej inwencji, to znakomita wycieczka po tajnikach pracy niesamowitych wizjonerów, którzy poświęcali swojej pracy czasami każdą wolną chwilę, nie zważając na niedobór snu czy posiłku. Co ciekawe – okazuje się, że wśród nich znaleźli się także nasi rodacy, jak na przykład Kazimierz Żegleń lub Edmund Żaliński. Czym zajmowali się wspomnieni wynalazcy? O tym już musicie przekonać się osobiście.

A teraz szybka zagadka. Opis jakiego wynalazku znajdziecie w książce na stronie 62? Jego twórcą jest Elias Howe, a początek wspomnianego opisu brzmi mniej więcej tak: „W 1845 roku Amerykanin Elias Howe zaprezentował publicznie model działającej maszyny o napędzie ręcznym. Rok później uzyskał patent na swój wynalazek. Howe zastosował igłę z uszkiem tuż nad jej czubkiem, a u podłoża całej tej innowacji legła znajomość funkcjonowania czółenka tkackiego. Gdy igła przebijała materiał, przeciągając przez otwór nić, po drugiej stronie tkaniny tworzyła się pętelka, przez którą ruchome czółenko przewlekało drugą nić, dzięki czemu powstawał szew”. Czy już wiecie, o jaką maszynę chodzi?

Jeszcze raz muszę pochwalić techniczną stronę „Księgi wynalazków”. Pół-kredowy papier, znakomitej czytelności czcionka, profesjonalne łamanie tekstu i wykorzystanie różnorodnej formy graficznej sprawia, że do książki tej wraca się niejednokrotnie, za każdym razem odkrywając w niej coś nowego i niesamowitego zarazem. Grzbiet jest szyty – co gwarantuje trwałość pozycji – a na samym końcu zamieszczono alfabetyczny indeks użytych w niej nazwisk. Dzięki czemu bez problemu dotrzemy do miejsca, gdzie mówi się np. o Franklinie, Marconim, Noblu, Stephensonie, Tykocińskim czy Fordzie.

Niezależność poszczególnych rozdziałów powoduje, że książkę tę możemy czytać na wiele sposobów – albo od deski do deski, tak jak została wydana, albo na chybił-trafił (otwieramy gdziekolwiek i czytamy o losowym wynalazku), albo odnajdując konkretny wynalazek lub jego twórcę. I jeszcze jedna zagadka na koniec – siedzicie czasami przy komputerze? W takim razie powinniście wiedzieć, kto i kiedy upowszechnił maszynę do pisania z układem klawiatury QWERTY? Miłej lektury!