Moje rekomendacje

Dariusz Rekosz poleca…

Klawo, jadziem!

Autor: Stanisław Grzesiuk
Wyd.: Prószyński Media, 2019

„Pięć lat kacetu”, „Boso, ale w ostrogach” oraz „Na marginesie życia” – to tytuły książek Stanisława Grzesiuka, które znane są szerokiemu gronu czytelników. Mało kto jednak wie, że istnieje coś poza tym. Posłuchajcie, co napisał wydawca na „plecach” rekomendowanej dziś pozycji: „Czytelnicy pokochali Stanisława Grzesiuka – autora kultowej trylogii za humor, honor i prawdę. Nikt poza najbliższymi nie wiedział jednak, że pisał on także inne teksty. Zebrane po raz pierwszy w tym tomie niepublikowane opowiadania, felietony o ukochanej Warszawie i wybrane piosenki pokazują niepospolity talent i charakter króla szemranych ulic. Czyli wszystko to, co w pisarstwie Stanisława Grzesiuka najlepsze. Czytelnicy po raz pierwszy będą też mogli zajrzeć do rękopisów, niepublikowanych zdjęć i rodzinnych pamiątek. No i klawo, jadziem!”

Właściwie na tym opisie można by skończyć cały felieton. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie zamieścił tu chociaż malutkiego fragmentu książki, ażeby nieco bardziej rozgrzać publikę i uchylić rąbka tajemnicy. A więc do dzieła: „Na dwóch różnych piętrach mieszkają dwie kobiety, które mają wspólną cechę: fanatyczne dewotki religijne. Wszystkim też jest znana ich wzajemna do siebie nienawiść. Gdzie się tylko spotkają, natychmiast wybuchają kłótnie, w czasie których obrzucają się najbardziej wulgarnymi słowami. Kłótnie między lokatorami to w „naszym” domu normalne zjawisko. Odbywały się na ulicy, podwórzu, a najczęściej na korytarzu. Często dochodziło do bijatyki, ale do babskich bijatyk mężczyźni się nie wtrącali. Było i tak, że baby się biły, a mężowie stali obok i rozmawiali spokojnie, paląc papierosy. Ale kłótnie dewotek i używany przy tym słownik stwarzał w domu wyjątkową sensację. Gdy jesienią 1939 roku samochód niemiecki zabił na szosie piętnastoletniego, jadącego rowerem syna jednej dewotki – gdy ta rozpaczała – druga z zadowoleniem mówiła do stojących na korytarzu kobiet: – Tak, moje panie. Modliłam się, czarne świece przed ołtarzem paliłam, żeby ją Pan Bóg skarał w tym, co jej jest najmilsze, i Pan Bóg wysłuchał moich próśb.” Brzmi znajomo? Ba! Im dalej w las, tym bardziej okaże się, że teksty w „Klawo, jadziem!” nie straciły na aktualności.

Książka jest znakomita! Podkreślę – ZNAKOMITA! Pełno w niej niesamowitych opisów, iskrzących dialogów i klimatu tamtych czasów. A zwieńczeniem są teksty piosenek, przedruki oryginalnych plakatów i afiszy oraz zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia… Mnóstwo zdjęć. I to jakich! Na niektórych stronach doszukacie się także skanów odręcznych zapisków Grzesiuka, na innych – reprodukcji oficjalnych dokumentów, jak na przykład umowy wydawniczej, zawartej 7 października 1957 r. z Książką i Wiedzą, na „Pięć lat kacetu”. Nakład podstawowy? 10 tysięcy egzemplarzy. Dlaczego TYLKO tyle? O tym już dowiecie się sami zaglądając między okładki „Klawo, jadziem!” A propos okładek – twarde, niebieskie i utrzymane w klimacie poprzednich książek. Grzbiet – szyty. Cena – bardziej niż przystępna. Czego chcieć więcej? Zapraszam do lektury. Warto!